Moje refleksje nad filmem
Blog > Komentarze do wpisu
Szamanka

okladka DVD

Tytuł: Szamanka
Reżyseria: Andrzej Żuławski
Scenariusz: Manuela Gretkowska
Obsada: Bogusław Linda, Iwona Petry, Piotr Machalica, Paweł Deląg
Gatunek: dramat
Produkcja: Polska, Francja 1996
Czas trwania: 112 min
Opis: Michał obiecuje bratu, że zaopiekuje się jego mieszkaniem. Rozmowę podsłuchuje dziewczyna (Włoszka), która właśnie szuka mieszkania do wynajęcie. Michał zawozi dziewczynę pod wskazany adres, gdzie dochodzi między nimi do zbliżenia.

Długo zmuszałam się do obejrzenia tego filmu. W końcu po lekturze ostatniej książki Manueli Gretkowskiej "Trans", w którym opisuje kulisy swojego romansu z Żuławskim i powstania "Szamanki", stwierdziłam, że lepszej okazji nie znajdę.

Z książki wynika, że film mógł mieć sens. Połączenie dwóch historii szamanki z przeszłości  historią współczesnej dziewczyny, której kochanek bada ciało szamana, to z pewnością nowatorski temat, nie tylko w polskim kinie. Tylko, że w filmie sens akcji się gubi. Dziewczyna, nazywająca siebie Włoszką (Iwona Petry) wynajmuje mieszkanie od Michała (Bogusław Linda). Ona jest nadpobudliwa, dzika, nieokrzesana, nieprzewidywalna. On okazuje się antropologiem badającym szczątki szamana. Ich spotkanie błyskawicznie przeradza się w romans. To, co jest między nimi trudno jest nazwać. Miłość, pożądanie, wykorzystywanie się wzajemne, uzależnienie... Gretkowska sugeruje, że to film o niej i Żuławskim, a przynajmniej scenariusz tym właśnie był...

Mamy tu mieszankę motywów charakterystycznych dla obu artystów. Seks, antropologia, kpina z religii. Gdy film trafił na ekrany wzbudzał kontrowersje. Dla mnie jest żenujący. Szokowanie dla szokowania jest według mnie żenujące, a żadnego sensu poza tym nie widzę. Nie rozumiem zachowania bohaterki, która od początku zachowuje się jak szalona, nie przechodząc dla mnie przemiany. Nie rozumiem po co pojawia się tyle wątków, które nic nie wnoszą do akcji: samobójstwo brata, problemy narzeczonej, przemyt. Przez nawarstwienie pobocznych wątków i chaos, gubi się nawet główny temat, który, jeśli mam być szczera, zrozumiałam dopiero dzięki książce. Dzięki niej zrozumiałam też zakończenie.

Nawet coś tak wspaniałego, jak muzyka Andrzeja Korzyńskiego, zostaje tu źle wykorzystane. Soundtrack powinien towarzyszyć filmowi, a nie trwać niemal cały czas i zagłuszać dialogi.

Zmuszałam się, żeby zacząć oglądać ten film. Potem cały seans zmuszałam się, aby go w trakcie nie wyłączyć.

wtorek, 08 maja 2012, lubkowa

Polecane wpisy