Moje refleksje nad filmem
Blog > Komentarze do wpisu
O północy w Paryżu

okladka DVD

Tytuł: O północy w Paryżu
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Obsada: Owen Wilson, Rachel McAdams, Marion Cotillard
Gatunek: komedia
Produkcja: Hiszpania, USA 2011
Czas trwania: 94 min
Dystrybutor DVD: Kino Świat
Opis: Inez i Gi przybywają do światowej stolicy romansu, planując ślub. Jednak wierność zakochanych zostanie wystawiona na ciężką próbę, gdy na ich drodze pojawią się wyrafinowany znawca sztuki Paul oraz tajemnicza i zmysłowa muza Adriana.  

Zawiodłam się na Allenie. Jego poprzednim filmie "Poznasz przystojnego bruneta". Po prześmiesznym "Co nas kręci, co nas podnieca" biegłam na nowy film w pierwszych dniach po premierze. Wyszłam mniej roześmiana niż weszłam. W obawie, że czeka mnie powtórka z rozrywki, a raczej z jej braku, na "O północy w Paryżu" już się nie wybrałam. Zwłaszcza, że zapowiadało się na to samo: pocztówka miasta, niespełniony pisarz, problem w związku, inna kobieta na horyzoncie, z którą pisarz zaczyna spędzać wieczory.

Schemat może i jest podobny, ale na to można przymknąć oko. Bawiły mnie nawet odgrzewane dowcipy z zamożnej klasy. Nie pierwszy raz przecież Allen ją krytykuje. Znowu dostało się też Hollywood. To ciekawe, że ci, których wyśmiano przyznali potem reżyserowi Oscara za scenariusz ("Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie"). Wszystko jest tu logiczne, na miejscu, potrzebne, wypowiedziane, co zaskakujące, wcale nie przy pocztówkowych zabytkach. Oprócz długiego wstępu nie oglądamy prawie turystycznego Paryża. A ten idylliczny, wymarzony, ze snów i stereotypów. Miasto kultury i miłości. A to dzięki głównemu bohaterowi - stylizującemu na Allena - Gillowi (Owen Wilson). To jego marzenie przecież oglądamy.

Gill przyjeżdża do Paryża w towarzystwie narzeczonej (Rachel McAdams) i przyszłych teściów (Mimi Kennedy, Kurt Fuller). Zmęczony pracą scenarzysty, próbuje napisać powieść. W Paryżu, który jawi mu się właśnie jako miejsce dla artystów, szuka natchnienia. Zamiast tego czekają go kolejne kolacje, degustacje win w towarzystwie spotkanych znajomych ze Stanów (cudowny Michael Sheen i Nina Arianda). Aby poczuć atmosferę miasta, a nie czuć się tak samo, jak w domu, wyrusza wieczorem na spacer. Niespodziewanie zostaje zaproszony do samochodu przez grupę nieznajomych. Wkrótce pozna m.in. Scotta Fitzgeralda, Ernesta Hemingwaya i Gertrude Stein, którzy zmienią, a raczej dzięki którym zmieni się jego życie.

To, jak Allen żongluje nazwiskami, w jakich konfiguracjach ich umieszcza, co wkłada im w usta, na jakim etapie ich kariery prezentuje ich Gillowi, to po prostu poezja. Niektórzy, jak Gertrude Stein są na ekranie długo, inni, jak Salvador Dali, pojawiają się zaledwie na chwilę. Ale jaką chwilę! Do zagrania tych miniaturowych perełek reżyser zaprosił same gwiazdy: moją ukochaną Kathy Bates, Adriena Brody, Marion Cottilard. Paryż, artyści, miłość, a wszystko oblane allenowskim sosem humoru, parodii, filozoficznych przemyśleń, słodko-gorzkich refleksji. Takiego Allena lubię. Na jego następny film... wybiorę się na pewno. Zaryzykuję.

środa, 21 marca 2012, lubkowa

Polecane wpisy

Komentarze
2012/03/21 14:28:17
z tym filmem jest tak, że ma fanów i przeciwników. wyjątkowo równy podział. nie widziałam, sporo czytałam, ale teraz tym bardziej muszę się z nim zmierzyć.
-
2012/03/21 14:41:42
Ma w sobie coś z bajki. W sam raz na miły, relaksujący wieczór.