Moje refleksje nad filmem
Blog > Komentarze do wpisu
Spotkania na krańcach świata

foto

Tytuł: Spotkania na krańcach świata
Reżyseria: Werner Herzog
Scenariusz: Werner Herzog
Obsada: Werner Herzog, David Ainley, Samuel Bowser, Regina Eisert
Gatunek: dokumentalny
Produkcja: USA, Wielka Brytania 2007
Czas trwania: 99 min
Dystrybutor DVD: Against Gravity
Opis: Antarktyda w filmie Herzoga znajduje nowy wymiar i znaczenie. Południowe krańce naszego świata są magnesem dla plejady gwiazd nauki, którym znudziła się postindustrialna cywilizacja codzienności. Naukowcy pracują tu dla ludzkości, która wkrótce… ma opuścić Ziemię. Reżyser stawia pytania o to, kim są, jakie są ich marzenia. Jego bohaterowie są dość ekscentryczni. 

Nie ma co udawać. Antarktyda kojarzyła mi się z bezkresnym śniegiem, zimnem i pingwinami. Po obejrzeniu tego filmu, więcej tak nie pomyślę. Werner Herzog podszedł do tematu na swój filozoficzny sposób. Choć wiele jest tu obrazów zwierząt i organizmów żyjących na lądzie i pod lodem, wulkanów, śniegu i tak, tak, pingwinów, to nie przyroda jest głównym bohaterem jego opowieści. Tym bohaterem jest człowiek. Nie ogranicza się jednak do banału - wpływu nieprzyjaznego człowiekowi środowiska na jednostkę. Udowadnia myśl zaskakującą, oto Antarktyda, która wydaje się miejscem zesłania, dla wielu jest rajem.

W ciągu półtorej godziny filmu poznajemy kalejdoskop ciekawych postaci: biologów, inżynierów, językoznawców, mechaników, podróżników, taksówkarzy, których kontynent przyciągnął jak magnes. Dopiero tam odnaleźli oni samych siebie, poczuli się szczęśliwi, spełnieni. Niektórzy dzielą się swoimi historiami bez skrępowania, niektórych trudniej było namówić na zwierzenia. Reżyser nigdy jednak nie wymusza ich na siłę. Raz jest obserwatorem, innym razem uczestniczy w wydarzeniu, inicjuje rozmowę, zadając kolejne, czasem zaskakujące pytania. To ich oczami poznajemy kontynent, ale i wysłuchujemy refleksji na temat środowiska, w którym my żyjemy.

Równie ciekawa jest opowieść o miejscu, w którym pracują - bazie Mc Murdo, którą Herzog słusznie przyrównuje do stacji kosmicznej. O jej podobieństwie do "prawdziwego" świata. Okazuje się, że znajdziemy tam bankomat, odbywają się tam koncerty, pokazy filmów, a największą tragedią jest brak lodopodobnego przysmaku w stołówce.

No i ten głos narratora. Twardy angielski z niemieckim akcentem. Niezapomniane przeżycie.

wtorek, 07 lutego 2012, lubkowa

Polecane wpisy